Robię sobie wolne od bloga. Powiem wam dlaczego.
Pamiętacie moją papugę- Frugo?
Frugo- film
Mój
pies ją zagryzł. Nie żyje. Pewnie wydaje wam się "no trudno, to tylko
papuga, współczuję". Wcale tak nie jest. Mieszkała w całym moim sercu.
Była dla mnie wszystkim. Dlatego mam krótko mówiąc żałobę. Nie mam siły
pisać, ani blogować. Przykro mi. Wrócę kiedy będę gotowa.
Do zobaczenia,
wasza Pałka♥
piątek, 10 maja 2013
czwartek, 25 kwietnia 2013
Rozdział 6
- To znaczy, że nasi rodzice mieli
ze sobą coś wspólnego?- spytał mnie Mick
- No co?
- Wow... Niezłą masz wyobraźnię.- wybełkotał
- Przepraszam. Nie wiem dlaczego przy tobie mogę mówić to co myślę... Tak swobodnie się tutaj czuję, że chyba troszkę się rozpędziłam.- powiedziałam
- Nie, nie! Nie o to chodzi. Właśnie za to cię lubię...- jego policzki lekko zaróżowiły się
- Heh... To miło...- obdarzyłam go najpiękniejszym uśmiechem jaki potrafiłam stworzyć. Nagle coś przykuło moją uwagę.
- Ej Mick, co to? O tam na kominku? To świeci...- wstałam żeby zobaczyć to z bliska
- Nie mam pojęcia. Co to...- nie dokończył, bo był zajęty podchodzeniem do kominka. Kiedy znaleźliśmy się dostatecznie blisko w tym samym czasie poczuliśmy pieczenie. To naszyjniki nas paliły.
- Ja nie mogę... Znowu jak z
jakiegoś filmu. Założę się, że musimy je złączyć, prawda?-
spytał
- Tam coś jest!- krzyknęłam
- Poczekaj, wyjmę to.- sięgnął po tajemniczy przedmiot i po chwili trzymał go w rękach.
- To przypomina... Ptaka?- myślałam na głos
- No... Zmutowanego, ale przypomina.- uśmiechnął się Mick
Dotknęłam tego. Było to pomieszanie
metalu z drewnem. Dziwne...
- O nie! To będzie stało u mnie. Ok?- spytałam
- Jasne. Może wymyślisz co można z tym zrobić?
- Gdy usiądę na moim fotelu to na pewno pomyślę co z tym zrobić, ale czy wymyślę to już inna bajka.- chwila ciszy- To ja już może pójdę...
- Jak chcesz... Możesz tutaj wpadać kiedy zapragniesz.
- Ty do mnie wpadaj jutro po szkole!- uśmiechnęłam się
- Jasne, jasne. Przyjdę na pewno.- odpowiedział
piątek, 19 kwietnia 2013
Rozdział 5
Ubrałam czarny kapelusz ze znaczkiem
pumy, schowałam komórkę do kieszeni i wyszłam z domu. Droga do
Mick'a zajęłam mi około 20 minut. Nie dlatego, że była taka
długa, tylko zgubiłam się z trzy razy... Kiedy doszłam zobaczyłam
wielki, niebieski dom. Miał inny kształt niż reszta domów w
okolicy. Podeszłam do drewnianych drzwi i zadzwoniłam na dzwonek.
Po około trzech sekundach Mick już je otworzył i zaprosił mnie do
środka.
- Heh, rozgość się.- obdarzył mnie pięknym i ciepłym uśmiechem.- Moja mama wraca o 21:00 więc mamy sporo czasu. Może najpierw pokażę ci mój pokój?- pokiwałam głową – Chcesz się czegoś napić?
- Ok, może być woda.- zaprowadził mnie do swojego pokoju po czym wyszedł i zostawił mnie na chwilę samą. Miałam czas na rozglądanie się. Zaczęłam od zlokalizowania okna, które w przeciwieństwie do mojego było bardzo małe. Ściany miały beżowy kolor, a na łóżku była biała pościel. Przy ścianie stał tak samo biały kominek. Na nim mnóstwo zdjęć Michaela z rodziną i przyjaciółmi. Miał tutaj porządek. Ten pokój był o wiele większy od mojego, ale te okno...Po chwili Mick wrócił z napojami.
- Dzięki. Może jeśli mamy czegoś szukać to powinniśmy coś wiedzieć o swoich ojcach?- spytałam
- Nikomu jeszcze nie opowiadałem
historii mojego taty jaką znam.
-Jasne.- odpowiedział siadając koło mnie na łóżku. Zaczęłam opowiadać.
- Moi rodzice poznali się na przystani. Wtedy moja mama jechała na rowerze tak jak mój tata. Jednym słowem zderzyli się na drodze. Tata pomógł mamie wstać i tak od słowa do słowa zaprosił ją na kawę i ciasto. Nie znam ich dalszych losów aż do momentu, w którym się urodziłam. Przez parę lat żyliśmy jak zwykła rodzina, ale potem rodzice pokłócili się i ojciec wyjechał. W drodze miał wypadek. Nie wyhamował na zakręcie i spadł z samochodem z urwiska. Zginął na miejscu. Prawie wcale go nie pamiętam. Później żyłam razem z mamą bardzo normalnie. Jestem zwykłą nastolatką i ten cały naszyjnik nie trzyma się kupy...
- Moja historia jest bardzo podobna. Rodzice poznali się na wakacjach w górach. Okazało się, że mieszkają w tej samej dzielnicy. Zakochali się w sobie i założyli rodzinę. Tak jak u ciebie kilka lat żyliśmy normalnie, aż moi rodzice mieli kłótnię, mój tata wyszedł zły z domu i na ulicy potrącił go tir. Tragiczne, ale prawdziwe. Moja mama bardzo rzadko go wspomina. Dopiero dziś rano... Co mają do tego te naszyjniki?!
- Gdybym tylko wiedziała... Czekaj! Którego jest rocznica śmierci twojego taty?- spytałam
- Pierwszego maja. A czemu pytasz?
- O mój boże!!! To zupełnie tak samo jak mojego...- zaczęło mi się kręcić w głowie, ale kątem oka zobaczyłam, że Mick jest blady jak pościel na jego łóżku.
Mam nadzieję, że wam się spodobało :-)
Zawaliłam xD
Pod poprzednim postem było mnóstwo komentarzy. Poczytałam, pomyślałam i bardzo was przepraszam. Wcześniej wydawało mi się pisanie tego opowiadania bardzo łatwe dlatego napisałam, że będzie co dwa dni. Przeceniłam swoje możliwości. Tym razem przysięgam, że zabieram się po napisaniu ten notki ( 19.04 17:00) do wcześniejszego przypomnienia sobie opowiadania i napisania kolejnego rozdziału. Może umówmy się na przynajmniej jeden rozdział na tydzień? Wiem, że to długo, ale nie wchodzę na laptopa tak często jak w zimę ( rozumiecie- wiosna). Dobra zabieram się do pracy!
wtorek, 2 kwietnia 2013
Rozdział 4
Mick już czekał pod bramą. Był
oparty o mur i wyglądał przy tym jak jakiś model. Chyba powinnam
nakarmić potwora w moim brzuchu, bo chyba się obudził... Podeszłam
do Micka bez słowa. Odszedł od muru i stanął naprzeciwko mnie.
Przeszliśmy kilka metrów i zaczął
mówić:
-Aha... No masz rację, moja mama słowem o tym nie wspomniała. Możesz mi pokazać jeszcze raz twój medalion? - błyskawicznie mi go podał. Zdjęłam swój, usiadłam na ławce i zaczęłam je porównywać.
-Hej! - krzyknął niespodziewanie- Czekaj, przyłóż je do siebie. Na wielu filmach tak robią...
Zrobiłam to. Niespodziewanie oba
naszyjniki zaczęły świecić na niebiesko. Oboje powiedzieliśmy
zszokowane „wow”.
-Kto wie... Ale może nie śpieszmy się ok? Podejrzewam, że będziemy jeszcze mieli siebie dość. W tym sensie, że tyle czasu ze sobą spędzimy. Co nasi ojcowie mieli ze sobą wspólnego?
-Może byli braćmi... Nie, co ja gadam. Lepiej żeby nie byli...
Mick zaśmiał się. Chyba pomyślał o
tym co ja. Poruszył się nerwowo i dodał:
-Jasne, czemu nie. A... No wiesz nie wiem gdzie mieszkasz.
Powiedział mi adres, który
zapisałam w telefonie. Wreszcie się na coś przydał. Był cały
seledynowy. Mick stwierdził, że jest super. Mi tam było obojętnie,
byle by dzwonił. Odprowadził mnie do domu, ja spytałam czy chce
wejść, ale powiedział, że najpierw zaliczymy jego dom. Zjadłam
obiad, odrobiłam lekcje i usiadłam w moim ukochanym fotelu. Miałam
godzinę na rozmyślania. W końcu moje wczorajsze myśli zaczęły
się spełniać. Dopiero teraz dotarło do mnie, że Mick zaprosił
mnie do siebie na całe popołudnie. Uśmiechnęłam się do siebie.
Czy właśnie teraz rzeczywistość miała być lepsza od snów? W
końcu: ładny chłopak, jakieś czary no i oczywiście to, że mamy
ze sobą coś wspólnego ( mam nadzieję, że nie ojca...).
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Rozdział 3
W nocy śniła mi się łąka.
Piękna, słoneczna z tysiącami kwiatów. Zerwałam jeden- biały.
Uruchomiłam tym jakąś katastrofę- wszystkie rośliny zaczęły
więdnąć, gasnąć. Słońce zasłoniły chmury i zaczęło padać.
Wystraszona uciekłam w głąb lasu. Potknęłam się i upadłam w
błoto. Nie miałam siły się podnieść. Zasnęłam w śnie, żeby
obudzić się w realu... To było dziwne.
Ubrałam na siebie spodnie w kwiaty,
granatowy t-shirt i jeansową kurtkę. Ubrałam te same budy co dzień
wcześniej. Na śniadanie pochłonęłam jakiś twarożek i już
brałam torbę jak zawołała mnie mama.
Wzięłam pudełko i otworzyłam je. W
środku zobaczyłam piękny naszyjnik. Był to cienki, złoty
łańcuszek z wisiorkiem. Wisiorek przypominał jajo. Te „ jajo”
podtrzymywało coś jakby złote gniazdo. Było w nim kilka
brylancików.
Tym razem nie włączyłam mp3. Za
dużo miałam myśli w głowie. Dlaczego tata zostawił dla mnie ten
naszyjnik? Dlaczego mama miała mi go dać kiedy będę gotowa? Skąd
go miał? Tyle pytań, brak odpowiedzi. Kiedy zobaczyłam mury szkoły
znowu poczułam tego małego potworka... Przełknęłam ślinę i
poszłam pod salę od biologii. Mick już tam był. Tym razem nie
grał razem z Colinem tylko siedział na murku rozglądając się na
wszystkie strony. Kiedy mnie dostrzegł wstał i pomachał mi.
Uśmiechnęłam się do niego. Czyżby czekał na mnie? Nie, Bleise-
nie rób sobie nadziei! Podeszłam do niego.
-Słuchaj, musimy pogadać...- niespodziewanie zerknął na mój naszyjnik po czym dodał- Powinno to cię zainteresować- wyjął coś z kieszenie, chwycił moją rękę i coś mi tam położył. Zerknęłam. To co zobaczyłam sprawiło u mnie zawrót głowy.
-Jak... Dlaczego... O co tu chodzi?- wyjąkałam
-O tym właśnie musimy pogadać. Poczekaj na mnie po szkole.- kiedy to powiedział niespodziewanie się uśmiechnął co rozładowało atmosferę i uciszyło moje mdłości.
Całą biologie nie mogłam się
skupić. Dopiero po lekcji Sharon podeszła do mnie i kazała mi się
obudzić. Nie pytała co się stało, bo znalazła sama jakieś
wyjaśnienie w czasie swojej paplaniny. Na angielskim poszło mi
łatwiej z tym całym skupianiem się, bo nie było Michaela. Byłam
może obecna na 70%. To jak na mnie dość sporo... Cały czas
bawiłam się moim naszyjnikiem. Co mogło być nie tak, że Mick
miał taki sam? O co tutaj chodziło. Może mamy wspólnego ojca? Lub
nasi rodzice byli w jakiejś sekcie. A może to po prostu zwykły
przedmiot made in china kupiony w markecie? Dość tego Blaise!
Jesteś w szkole, nie wolno ci się tutaj wyłączać. Matematyka,
historia, francuski i wf przeminęły szybciej. Nie mogłam się już
doczekać spotkania z Mickiem. Cała chodziłam, aż musiałam iść
do łazienki. To mój pierwszy raz w nowej szkole więc starałam się
nie zwariować. Pomalowałam usta malinową pomadką i ruszyłam
przed bramę szkoły.
niedziela, 31 marca 2013
Ubrania
Żeby wam było łatwiej ją sobie wyobrazić...
Naszyjnik pojawi się w przyszłych rozdziałach...
- Strój Blaise:
Naszyjnik pojawi się w przyszłych rozdziałach...
- Strój Sharon:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

